67

Jak uratować małą szkołę?

Nasza gmina nie chciała już prowadzić małej, bo liczącej ledwie 30 uczniów szkoły. Nazywało się to „nie opłaca się, bo trzeba dokładać”.

 Radni – niespecjalnie przychylni szkole na prowincji gminy – zagłosowali za jej zlikwidowaniem. Z dniem 31 sierpnia 2008 roku Szkoła Podstawowa w Załukach przestała istnieć. Jednak już następnego dnia zaczęła działalność Niepubliczna Szkoła Podstawowa w Załukach ze zmienioną dyrekcją, kadrą i przede wszystkim innym organem prowadzącym, którym jest stowarzyszenie „Załuki nad Supraślą”. Stowarzyszenie liczące ledwie niespełna 40 członków.Jak do tego doszło?

 

W lutym 2004 roku Irena Koronkiewicz założyła stowarzyszanie Załuki nad Supraślą. Od razu niemal otrzymało dotację z Fundacji Wspomagania Wsi na założenie świetlicy środowiskowej w remizie strażackiej. Prowadzenie świetlicy i ubieganie się o fundusze na jej działalność to było jedyne działanie do roku 2008. Wówczas gruchnęła wieść, że zostanie zlikwidowana szkoła w Załukach. Prezes stowarzyszenia nie wahała się: zmieniła statut (tak, aby ujęta tam była działalność edukacyjna – prowadzenie szkoły i przedszkola) – dodano też wszelkie cele, jakie tylko przyszły do głowy, a związane z rozwojem wsi i jej mieszkańców.

1. Pierwszy krok to kontakt z Federacją Inicjatyw Oświatowych – Aliną Kozińską-Bałdygą. Wiele jej zawdzięczamy.

2. Następnie: użyczenie szkoły – cała historia. Dzięki FIO dowiedzieliśmy się, że wójt ma prawo sam podjąć decyzję o użyczeniu szkoły na okres do lat 3 (nieprzychylna Rada pewnie by się nie zgodziła, zresztą chodziły słuchy, że budynek ma być sprzedany). Po wielu naradach, radach, namyśleniach i obmyśleniach – wójt budynek użyczył.

3. Remont – zaangażowaliśmy rodziców, firmy, których właścicielami są nasi mieszkańcy, inne firmy i ludzie prywatni, zrobiliśmy kiermasz, harcerze z pobliskiej stanicy zrobili składkę i kupili nam materiały. W pocie czoła pracowali rodzice, dziadkowie i nauczyciele, a nawet i dzieci.

4. Poszukiwanie dyrektora i kadry.

5. Kuratorium – chcieliśmy, aby była to szkoła o uprawnieniach publicznej, więc zgoda kuratorium nieodzowna była.

6. Straż pożarna.

7. Sanepid.

Zastanawiające dla nas było skąd my weźmiemy pieniądze na prowadzenie tej szkoły. A sprawa jest prosta: szkole należą się pieniądze z subwencji. Niestety przekazywane są przez gminę…

Najgorszy czas dla szkoły prowadzonej przez nowy organ prowadzący to czas od września do końca roku. Ponieważ stowarzyszenie nie złożyło informacji do końca września poprzedniego roku do gminy, że będzie prowadzić szkołę (bo nikby skąd miało wiedzieć, że będzie kiedy jeszcze nie wiadomo było, że zostanie wogóle zlikwidowana?) – gmina ustaliła, że stowarzyszeniu przyzna – nie subwencję – a dotację. Skutek jest taki, że jest to dobra wola gminy, że dała wogóle pieniądze.

Jednak od stycznia, kiedy subwencja spływa na konta gminy – wówczas już nie ma takiej dowolności: razem z subwencją spływa fiszka, na której jest napisane, ile przypada na dziecko w której szkole. Subwencja na uczniów uczących się języków mniejszości jest większa – także warto, więc by ten język był.

I tak stowarzyszenie prowadzi szkołę z 28 uczniami… Wiele pracy przed nami (między innymi starania o status organizacji pożytku publicznego), ale dziś już wiemy, że walka o szkołę zintegrowała i zahartowała nas. Od 1 lutego 2009 r. powstaje u nas niepubliczne przedszkole… Byle tak dalej.

Tworzenie szkoły to cała historia… Cieszymy się, że nasza mała szkółka działa. Tętni życiem od rana do nocy, co nas ogromnie cieszy. Chcemy, aby nasza wiedza i doświadczenie pomogło innym szkołom w takiej samej sytuacji, jak nasza. Oferujemy pomoc doradczą wszystkim, którym samorząd chce zlikwidować szkołę, a którzy chcą swoją małą szkołę utrzymać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *